I znów słowa. >> piątek, 19 stycznia 2007 13:34:27
Własnie przeklęty Mylog skasował mi notke, którą miałam prawie na ukończeniu.
Zaraz mnie szlag trafi i wybije wszystkich, co do jednego. O patrzcie, już chwytam kałacha.
AAARGH!!!!!
Musze się wyżyć.
A była piekna. Choć trochę melancholijna i mało zabawna. Tak, przyzwyczailiście się, moi kochani Cyztelnicy, do tego, ze z moich notek humor tryska jak krew z przeciętej tetnicy. A dzisiaj lipa.
Tematem przewodnim notki było hasło: Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wielką rolę w waszym życiu pełni prypadek?
Na temat główny zdania były dwa. To pytanie i stwierdzenie, ze ja tak.
A potem, przez tę piekną, przeklęta muzyke, której właśnie słucham i nie wiem, co to jest, wzięło mnie na smutne, rozpaczliwie zwierzenia pełne nadziei i marzeń.
Muzyka... cholera, znalazłam ją na pewnym ciekawym blogu... Cały czas teraz na tym blogu siedzę przez te muzykę. Adres - www.piratka-valerine.mylog.pl
Blog siedzi w tematyce Piratów z Karaibów i bedzie tam opowiadanie o tym. Srednio lubię te rzeczy, mam tlyko jedno takie opowiadanie, które czytam z zapartym tchem (Anastazjo! Dodaj kolejną część!). Ale muzyka cudna. To jakiś soundtrack, tytuł "My name is Lincoln".
Zastanawiajcie się teraz, moi drodzy, czy choci o starego, dobrego Abrahama, czy o samochód?
Sa jeszcze jakies Lincolny na tym świecie?
Widzicie, moi drodzy. przez tę piękna muzykę nachodzi mnie chęć do rzucenia tego wszystkeigo w diabły. Ja marzę, marzę, zawsze marzyłam o dokonaniu Czegoś! Przez duże "C" i z wielkim wykrzyknikiem na końcu. Zawsze chciałam coś odkryć, a teraz niestety, już wszystko jest odkryte. Nawet to moje cudowne, upragnione, niedostępne Czogori, piękne K2 w zimie zostało już zdobyte. Co teraz będzie wyznacznikiem niedostepnosci?
Kiedy Czogori było jeszcze niezdobyte, miałam takie głupie marzenia, ze to ja je kiedyś zdobędę.
A teraz?
Nie mam już czego odkrywać.
No, zostało tego troszke, ale głównie o naturze naukowej, A jakoś nie czuję w sobie powołania do wynalezienia samochodu na wodę. Mam dziwne i bardzo nieprzyjemne przeczucie, ze do tego potrzebna jest chocby minimalna wiedza fizyczna.
Moja wiedza fizyczna ogranicza się do: Praca równa się Siła razy Przesunięcie.
Tyle na ten temat. Fizyki juz nie mam, i Bogu dzięki, mieć wiecej nie będę.
Widzicie, takie jest to moje szalone, prawie osiemnastoletnie zycie. Przeklinam czasem los, dlaczego urodziłąm się w tych głupich, wiadomych czasach. Dlaczego nie mogłam się urodzić podczas Wielkich Odkryć? Razem z Kolumbem płynąc do cholernej Ameryki, w cholernym roku panskim Anno Domini 1492.
Z drugiej strony, w tamtych czasach w moim statecznym, niemal dojrzałym wieku byłabym cnotliwą małżonką z gromadą dzieciaków.
Nie chcę, nie chcę, nie chcę mieć takiego zycia jak wszyscy, którzy mnie otaczają.
To normalne - wszystko idzie swoim torem. Szkoła, studia, praca, mąż, dzieci, wnuki, starość, wspomnienia, śmierc.
A po śmierci pamięta o mnie tylko moja rodzina. Nikt inny nie wie, ze kiedyś zyłam na świecie, chodziłam, smiałam się, płakałam, przeżywałam radoście i dramaty. Bedę tylko niewiadomym nagrobkiem, nieznanym "Olivia D. Pokój niech będzie na wieki".
Przypadkowy przechodzień na cmentarzu zerknie i pójdzie dalej.
Taki los najbardziej mnie przeraaża. To, czego się najbardziej boje, to zapomnienie.
Miałam kiedys lekcje z WOSu z praktykantem. Braliśmy wtedy o sprawiedliwości. Jednym podziałem był ten na sprawiedliwość jednostkową i zbiorową. Jednostkowa: Dobro jednostki wazniejsze od dobra ogółu. Zbiorowa: Dobro ogółu ważniejsze od dobra jednostki.
Ja, chyba jako jedyna, uważałam, i dalej uważam, ze wazniejsza jest ta zbiorowa.
Taki prosty, głupi przykład. Leci samolot pełen ludzi. Nagle awaria, jedna osoba musi wyskoczyc, aby, dajmy na to, setka przezyła.
"No, ale gdzie znajdziesz osobę która wyskoczy? Niby kto w tych czasach się poświęci?" Zapytał praktykant z wrednym usmiechem.
"Ja" odpowiedziałam. Nie uwierzył.
Chyba nikt nie wierzy, a ja naprawde bym to zrobiła. Nie wiem, czemu. Ale zrobiłabym. To byłoby naprawde "COŚ".
Potrafiłabym życie poswięcic dla chwili.
Moim największym marzeniem z lat dzieciństwa było, żeby kiedys uczyli się o mnie z książek. Jak o Piłsudskim, Koperniku, Arystotelesie, Kolumbie, nawet o cholernym Neronie czy Stalinie.
Ale co mogę zrobić, aby tak się stało?
Już chyba nic.
Jak byłam mała, mówiłam, zę będę pierwszą w Polsce Panią Prezydent.
Dalej to powtarzam. Nie Prezydentową, a Prezydent.
No, wtedy jakos zapisałabym się w kartach historii.
Ja pragne, żeby Polska była takim mocarstwem jak kilkaset lat temu, gdy byliśmy prawie od morza do morza, bylismy potężni!
Zazdrosna Rosja, cholerne Prusy i fałszywi Austriacy musieli nas rozwalić.
Teraz nikt się z nami nie liczy.
A ja jestem patriotką. Cholerną patriotką. Za kraj moge zginąć.
Ale teraz nie ma już wojen, nie ma jak walczyć, nawet jeśli jest o co.
Zresztą i tak by mnie nie przyjęli do wojska.
Dziwnie się tu zrobiło, prawda? Nie jesteście przywyczajeni do takich notek. Chcieliście jak zwykle zasiąść za komputerem i pochichotac kulturalnie wraz z kazdym moim zdaniem, ja to zwykle bywa. A ja wam zafundowałam nieco trudniejszą rozrywke.
Źle się czyta o czyichś smutkach. W każdym razie mi sie źle czyta, nie wiem, jak wam. O wiele lepiej czytać o radościach, cieszyc się, smiać, bawić, choć na chwilę zapomniec o otaczającej nas szarosci.
Wiecie, mam łzy w oczach.
Dziwne. Z reguły nie płaczę. Ale, widzicie, naszła mnie taka myśl, że jestem bezsilna wobec świata. A to cholernie boli.
Nie, nie, nie. Koniec, bo was najdzie depresja.
Nie bójcie się, ja nie jestem smutna. Nie martwcie się o mnie. Uśmiechem się teraz. Łzy w oczach, na ustach usmiech a w sercu dzika nadzieja. Przez chwile było źle ale będzie dobrze, prawda?
Prawda...?
Musze wierzyć, ze się uda. I musze napisac wam coś zabawnego, bo zaraz mnie ubijecie i już nie bedzie notek. Żadnych.
Wiecie, tak sobie myślę, że ja nie apsuje do tego swiata. Ja bym chciała sobie przez dzikie pola, góry i dolina jechac konno, co jakis czas przystawac, walczyc mieczem (i słowem, jak by się zdarzyło) o Honor i Ojczyzne.
Honor - tego nam wszystkim brakuje. W tych czasach nie jest już tak wazny.
Bóg, Honor, Ojczyzna.
Puste hasło, prawda? Przeżytek, relikt dawnych, rycerskich czasów, gdzie nie było wynalazków, a jednak... było łatwiej.
Trzeba mieć Honor, moi kochani. Honor, Odwagę, Nadzieję.
Wiarę w lepsze jutro.
Kochani, bądźmy współczesnymi rycerzami. Wszyscy. Bez wyjatku.
A moze kiedys znajdziemy swoje białogłowy (albo swoich białogłowów, drogie panie) w imię których będziemy walczyć aż do końca.
Całe zycie to walka. Ale ważne jest, jak się walczy, nie?
Walczmy z Honorem. O to jedno was prosze.
Słowa to tylko słowa.
Tak naprawde niewiele znaczą, ale równoczesnie potrafią zranić.
Bóg, Honor, Ojczyzna - to tez tylko słowa, prawda?
Więc niech staną się Naszym sercem.
Wtedy przestaną byc puste.
Dodaj komentarz
3 komentarzy
|
Tin.mylog.pl :: piątek, 26 stycznia 2007 20:39:27 77.46.3.21
|
|
|
A mi się ta notka bardzo podoba (nie zaczyna się zdania od ,,A" Tin :/) Kto powiedział, że musisz być cały czas wesoła i rozchichotana Avi?? Czytałam te twoje wywody (w dobrymtego słowa znaczeniu ^^) i doszłam do wniosku jak kurde niezwykłą osobą musisz być!! Chcesz czegoś dokonać, chcesz żeby Cię zapamiętali ale nie w sposób jaki ostatnio jest modny (udział w Reality TV, przespanie się z kimś itp, itd XD ) Bóg, Honor, Ojczyzna - puste slogany dla dzisiejszego świata, a tu proszę znalazła się młoda osóbka dla której mimo wszystko to jest dalej żywe. Podzielam twoje zdanie co do dobra jednostki i ogółu, choć nie wiem czy byłabym na tyle odważna żeby sama skoczyć z wyżej wymienionego samolotu -.- Co do tego, że czujesz się jakbyś żyła nie w tych czasach co trzeba - skoro urodziłaś się teraz to znaczy, że jest tego jakiś cel. Może masz jakąś misję do wykonania na tym świecie? Pewnie, że fajniej byłoby się bić w Średniowieczu ze złymi panami w przyłbicach (tym bardziej jak ma się skrzywienie pod kątem fantasy ^^) Ale pomyśl, że może miecz który trzymałabyś wtedy w ręku dzierzysz teraz - tylko pod inną postacią. Może długopisu i kartki(o tym, że kocham twoje bazgroły to wiesz :)), może instrumentu (znowu zapomniałam na czym grasz) a może jeszcze czegoś innego. Jasne, że nie będziesz tym walczyła w trosce o jakieś szczytne cele. Ale może dzięki temu dokonasz czegoś i jednak się na tych kartach historii zapiszesz ;) (a ja wtedy będe mogła powiedzieć: TAAAAK!! Znałam ja internetowo, znałam, znałam a wy nieee :PPPP ) dobra kończę bo Ci drugą notkę tu napisałam. Pewnie bez składu i sensu ale za to from the bottom of my heart :***
|
|
Tina.mylog.pl :: piątek, 26 stycznia 2007 20:47:34 77.46.3.21
|
|
|
To znowu ja :P Chciałam tylko dodać, że adres bloga z muzyczką która Cię natchnęła nie odpowiada :P Ale domyślam się, że melodia ,,My name is Lincoln" to może być fragment soundtracku z filmu ,,Island" A Lincoln to imię głównego bohatera filmu a nie samochodu czy prezydenta UESA :P :P
|
|
:: sobota, 27 stycznia 2007 22:30:55 89.79.23.2
|
|
|
Oj Aviku, aleś się rozpisałaś. Hohoho!
Tez nie cierpię jak mi mylog kasuje notki. Ghrrr...
|